O NAS W NUMERZE AKTUALNE WYDANIE GP SKLEP PRENUMERATA OGŁOSZENIA KONTAKT


Nr 13 sobota 21 czerwca, 2008

Kronika Polonii
Moim zdaniem
Prosto z Polski
Biesiada kulturalna
Natura kontra medycyna

 

 


 Prosto z Polski

O pszczołach z Wyspy Kangura

Z profesorem JERZYM WOYKE, pszczelarzem, rozmawia JURATA BOGNA SERAFIŃSKA

– W ubiegłym roku w Australii odbył się Międzynarodowy Kongres Pszczelarski – Apimondia. Czy brał pan w nim udział?

– Nie, chociaż otrzymałem specjalne zaproszenie od dr S. Cobey, przewodniczącej sesji Hodowli Pszczół, na wygłoszenie referatu na temat naszych badań nad sztucznym unasienianiem pszczelich matek. Trzeba wiedzieć, że w tej dziedzinie Polska jest naukową potęgą na skalę światową. Liczba prac naukowych na ten temat, opublikowanych przez polskich naukowców, jest mniej więcej taka sama, jak wszystkich pozostałych prac na całym świecie. W Polsce rocznie unasieniamy sztucznie ok. 80.000 pszczelich matek, a we wszystkich pozostałych krajach – tylko 6000.

Obecnie jestem na emeryturze i nie mogłem liczyć na wysłanie mnie na kongres.

– Pszczeli rezerwat na Wyspie Kangura założono już 123 lata temu. Wyspa Kangura leży tylko 112 km od Adelajdy – stolicy stanu Południowa Australia. Jest to najstarszy w świecie rezerwat pszczoły miodnej. Pszczoły sprowadzono tam w 1884 r. Była to rasa pszczoły żółto ubarwionej Apis mellifera ligustica, zwanej pszczołą włoską. Czy w dalszym ciągu jest tam tylko ten jeden podgatunek?

– Tak i właśnie dlatego, że jest to rezerwat, nie wolno tam sprowadzać innych pszczół miodnych. Pszczoła ta pochodzi z północnych Włoch, z regionu Ligurii i stąd powszechnie jest znana jako pszczoła liguryjska.

– Podobno na Wyspie Kangura pszczoły mają warunki niespotykane w innych miejscach świata. Co jest tego przyczyną?

– Zależy, jakie warunki mamy na myśli. Jeżeli chodzi o rośliny, z których zbierają nektar i wytwarzają miód, to panujące tu warunki nie są lepsze niż w innych regionach świata. Niezwykłe jest to, że na Wyspie Kangura nie ma chorób i szkodników pszczół, stanowiących utrapienie pszczelarzy w innych regionach świata.

– Czy cały czas utrzymywany jest ścisły zakaz importu na Wyspę Kangura pszczół i wszelkiego sprzętu oraz miodu? Podobno kara za złamanie tego zakazu wynosi 8 tys. dolarów australijskich lub dwa lata więzienia. Czy to dzięki tym surowym przepisom pszczoły w rezerwacie są zdrowe i produkują nadzwyczajny ekologiczny miód?

– Te surowe przepisy, zakazujące sprowadzania na wyspę pszczół, używanego sprzętu pszczelarskiego i miodu obowiązują do dziś. Dzięki nim nie ma na wyspie chorób pszczół. Jednak zaszło jeszcze inne niezamierzone zjawisko. Profesor F. Ruttner, znany specjalista systematyki pszczół stwierdził, że obecnie na Wyspie Kangura znajdują się bardziej charakterystyczne pszczoły włoskie niż w samych Włoszech. Pszczelarze lubią porównywać produkcję miodu różnych ras pszczół oraz krzyżować różne rasy, aby stwierdzić, które produkują najwięcej miodu. Podobnie postępowali i postępują pszczelarze włoscy. Wskutek tego, obecnie trudno znaleźć we Włoszech czystorasową, typową pszczołę włoską. Teraz, jeżeli ktoś chciałby sprowadzić typową pszczołę włoską, to powinien ją sprowadzić z Wyspy Kangura.

Utrapieniem wszystkich pszczelarzy świata są choroby i pasożyty pszczół. Stosuje się przeciw nim różne środki chemiczne. Jeżeli stosuje się je zgodnie z instrukcją, to na ogół nie przedostają się do miodu. Jednak niektórzy pszczelarze stosują większe dawki leku niż zalecane i w tych okresach, kiedy nie powinno się ich stosować. W rezultacie środki te przedostają się do miodu. Ponieważ na Wyspie Kangura nie ma chorób i pasożytów pszczół, pszczelarze nie stosują żadnych środków chemicznych. Kupując tamtejszy miód ma się gwarancję, że nie ma w nim żadnych środków leczniczych przeciwko chorobom i pasożytom pszczół.

– W Polsce znamy miód lipowy, gryczany, akacjowy, spadziowy, wielokwiatowy. A jakie miody produkują pszczoły australijskie? Domyślam się, że eukaliptusowy. Jakie jeszcze?

– Pojęcie “miód eukaliptusowy” jest bardzo szerokie. W Australii rośnie 700 gatunków eukaliptusów. Dlatego też miód z jednego gatunku eukaliptusa może bardzo różnić się od miodu pochodzącego z innego gatunku.

Charakterystyczne jest to, że wbrew temu, czego można by się spodziewać, miód eukaliptusowy nie ma ani smaku, ani zapachu eukaliptusa. Dzieje się tak dlatego, że olejek eukaliptusowy znajduje się nie w kwiatach, lecz w liściach tych roślin.

Natomiast bardzo ceniony jest miód z kwiatów pomarańczy. W przeciwieństwie do eukaliptusów miód pomarańczowy ma wyraźny zapach i smak pomarańczy.

Oczywiście, prócz z eukaliptusów i pomarańczy, pszczoły zbierają nektar z innych gatunków roślin dzikich czy uprawnych. W okolicach, gdzie istnieją wielkie fermy owcze, pszczoły produkują miód z białej koniczyny i przede wszystkim z lucerny.

– Podobno eukaliptusy nie zawsze kwitną co roku. Jak sobie wtedy radzą pszczoły?

– To prawda. Niektóre eukaliptusy zakwitają co roku, na kwitnienie innych trzeba czekać 3 lata, a w skrajnych wypadkach nawet 7 lat. Co gorsze, nie oznacza to, że dany gatunek kwitnie co 3 lata. Wtedy można by przewidywać kwitnienie danego gatunku. Jednak dane drzewo może zakwitnąć za rok, następnie za 2 lub 3 lata, potem za rok a następnie za 6 lat. Na drzewie jest pełno pąków kwiatowych, pszczelarze spodziewają się dobrych zbiorów, a kwiaty nie rozwijają się. Nie wszystkie przyczyny takiego sposobu kwitnienia są znane. Na pewno jedną z przyczyn są warunki meteorologiczne w czasie różnych etapów rozwoju pąków i kwiatów.

Pszczoły nie radzą sobie z tym problemem. Jeżeli eukaliptusy nie zakwitną, a w pobliżu nie ma kwiatów innych roślin, to pszczelarze muszą dokarmiać pszczoły syropem lub przewozić ule w okolice, gdzie kwitną inne eukaliptusy lub inne rośliny miododajne.

– Gdzie na świecie istnieją pszczele rezerwaty, które można by porównać do tego z Wyspy Kangura?

– Nie ma na świecie rezerwatów pszczół o tak długiej izolacji. Istnieją jednak w różnych okolicach świata rezerwaty o krótszej izolacji. W Polsce takie rezerwaty znajdują się w Puszczy Kampinoskiej pod Warszawą oraz na Podlasiu w okolicy Augustowa.

– W miesięczniku „Pasieka” z marca br. można przeczytać artykuł na temat pana badań. Miesięcznik ten jest dostępny dla wąskiego grona specjalistów – a sprawa miodu, a co za tym idzie pszczół i pszczelarstwa interesuje chyba wszystkich. Czy mógłby pan opowiedzieć, jak doszło do wyprawy naukowej na Wyspę Kangura i co było głównym przedmiotem tych badań?

– Zajmowałem się sprawą różnicowania płci u pszczół. Od dawna było wiadomo, że samice pszczół, to jest matki i pszczoły robotnice, rozwijają się z jaj zapłodnionych, a samce, to jest trutnie, z jaj niezapłodnionych. Udało mi się jednak stwierdzić, że wskutek kojarzenia blisko spokrewnionych rodziców, na przykład brata z siostrą, z niektórych jaj rozwijają się larwy trutowe, tak zwane larwy trutni diploidalnych. W kilka godzin po wylęgnięciu z jaja, larwy takie są zjadane przez robotnice pszczół. Dlatego zamiast przyszłej robotnicy, która w przyszłości zbierałaby miód, w ulu pozostaje pusta komórka. Jest to oczywista strata dla pszczelej rodziny.

Badania prowadziłem z matkami sztucznie unasienionymi. Należało jednak sprawdzić, czy zjadanie larw z jaj zapłodnionych zachodzi również w warunkach naturalnych. Jak to jednak sprawdzić, gdy wiadomo, że matka pszczela kojarzy się z trutniami wysoko w powietrzu w otwartej przestrzeni? Nie wiadomo, czy kojarzy się tam z trutniami spokrewnionymi, czy nie. Należało poszukać takiego miejsca, gdzie istniało duże prawdopodobieństwo, że matki kojarzą się również z trutniami spokrewnionymi. Otóż na Wyspę Kangura sprowadzono w 1884 r. tylko 6 rodzin pszczelich. W 1973 r. na wyspie znajdowało się ich ok. 300. Wszystkie pochodziły właśnie od tych kilku początkowych rodzin. Musiało więc dochodzić do kojarzeń krewniaczych. Było to idealne miejsce do przeprowadzenia potrzebnych badań sprawdzających.

W 1973 r. zostałem zaproszony przez dr G. Kleinschmidta, kierownika Zakładu Pszczelnictwa w Agricultural College w Lawes, w Queensland, na przeprowadzenie kursu z hodowli i sztucznego unasieniania pszczół. Organizatorzy kursu opłacili mój przelot. Jednocześnie prof. K. Doull z Uniwersytetu w Adelajdzie, znający wyniki moich badań nad różnicowaniem się płci u pszczół i doceniający znaczenie rezerwatu na wyspie Kangura dla tego typu badań, postarał się dla mnie o stypendium Uniwersytetu w Adelajdzie.

W Adelajdzie mieszkałem u Polaków, pp. Słowiaków. P. Danuta pracowała w tym samym Departamencie Entomologii Uniwersytetu, gdzie ja. Zaprosiła mnie, bym zamieszkał u nich. Chciałbym jej w tym miejscu serdecznie za to podziękować.

W czasie badań na Wyspie Kangura stwierdziłem, że w żyjących tam rodzinach pszczelich z 18% zapłodnionych jaj, zamiast larw robotnic, które mogłyby potem zbierać miód, rozwijały się larwy trutni diploidalnych, zjadane przez robotnice. Gdyby więc pszczoły na wyspie nie były spokrewnione, mogłyby produkować jeszcze więcej miodu.

– Czy badania, które pan przeprowadził, miały wpływ na decyzje podejmowane w Polsce w sprawie hodowli pszczół i produkcji miodu? Czy i co wynikło z tego dla pszczół, a więc pośrednio i dla wielbicieli miodu?

– Badania te dowiodły, że również w warunkach naturalnych krewniacze kojarzenie pszczół prowadzi do tego, że z niektórych zapłodnionych jaj, zamiast larw pszczół robotnic, które rozwinąwszy się mogłyby zbierać nektar, wylęgają się larwy trutni diploidalnych zjadane przez pszczoły. Należy, więc unikać kojarzeń krewniaczych wśród pszczół. W dawnych pracach i podręcznikach hodowli pszczół znajduje się następujące zalecenie: jeżeli chcesz hodować pszczoły produkujące więcej miodu, to wybierz w pasiece tę najbardziej produktywną, rekordową rodzinę pszczelą. Następnie wychowaj z niej nowe matki i trutnie. Potem doprowadź do kojarzenia tych matek i trutni. W ten sposób zostanie utrwalona cecha wysokiej produkcji miodu. Moje badania dowiodły, że tak nie jest. Należy wychowywać matki pszczele i trutnie z najbardziej produktywnych rodzin pszczelich, lecz rodziny te nie powinny być spokrewnione. Tak obecnie postępuje się na całym świecie.

– Nad czym obecnie pan pracuje?

– Ostatnio pracowałem nad pszczołami azjatyckimi w południowowschodniej Azji, w Afganistanie, Wietnamie, Tajlandii, Nepalu, Indiach i na Filipinach. Zajmowałem się dwoma zagadnieniami. Pierwsze – w niektórych krajach Azji ok. 70% do 80% miodu pochodzi od dziko żyjących pszczół olbrzymich. W Nepalu żyją one w Himalajach na wysokości 2500-4000 m n.p.m. Pszczoły te bardzo żądlą i dlatego zbiera się od nich miód tylko nocą. Ja doszedłem do takiej wprawy, że pracowałem przy tych pszczołach w dzień bez żadnego zabezpieczenia głowy, rąk, a nawet bez koszuli. Właśnie w druku znajduje się moja praca nad obronnością pszczół olbrzymich w Nepalu, Indiach i na Filipinach.

Drugie zagadnienie to zwalczanie Tropilaelaps clareae, groźnego pasożyta pszczół. Otóż pszczoły europejskie Apis mellifera produkują w Azji 10 razy więcej miodu niż miejscowe pszczoły wschodnie Apis cerana. Jednak okazało się, że po sprowadzeniu europejskich pszczół do Azji nie przeżywały one tam dłużej niż 3 lata. Niszczył je pasożyt Tropilaelaps clareae, który nie pasożytuje na pszczole wschodniej. Udało mi się opracować metodę, która zwalcza tego pasożyta w 100% i to bez użycia jakichkolwiek środków chemicznych. Wskutek tego niektóre kraje, takie jak np. Tajlandia czy Wietnam, które do tej pory sprowadzały miód, stały się jego dużymi eksporterami. W uznaniu tych osiągnięć otrzymałem dwie prestiżowe nagrody: pierwszą wręczyła mi królowa Tajlandii, a drugą ówczesny prezydent Iranu S. M. Chatami.

– Dziękuję za rozmowę.

Kontakt: gwiazda@coredcs.com | Telefon: (715) 345-0744 - Strona ogladana 1364 razy
    Księgarnia
    Sklep